FlashFeed

Triest - Hongkong Habsburgów. Historia miasta cesarza
🌍 World · National Geographic PL ·

Trieste - Habsburg Hong Kong. Story of emperor's city

Trieste, located in northern Italy, was the favorite city of Maximilian, the younger brother of Emperor Francis Joseph I and a sailor by profession. Maximilian served as commander-in-chief of the Austrian fleet and made Trieste his headquarters, resulting in the city's development on a global scale. Miramar Castle, built at his command, became a symbol of Austrian rule. It's the story of one of the Austro-Hungarian Empire's most cosmopolitan cities, which left a lasting legacy.

Spis treści:Urok imperium HabsburgówDziedzictwo Habsburgów w TrieścieOkres świetności TriestuAustriacka flotaWyjątkowe miasto Austro-WęgierCesarstwo kosmopolityczneMaksymilian na pewno rozpoznałby ten zamek. Sam przecież zlecił jego budowę i nadał mu nazwę: Miramar. Maksymilian był młodszym bratem Franciszka Józefa I, a z zawodu żeglarzem. Został głównodowodzącym austriackiej floty, a swoją kwaterą uczynił właśnie Triest. Legenda głosi, że pewnego dnia, gdy burza zaskoczyła go na wodach zatoki, skrył się za niedużym cyplem kilka kilometrów na północ od miasta i tak pokochał okolicę, że później, gdy tylko wziął ślub z córką króla Belgii, Marią Charlottą, natychmiast zbudował dla nich ten piękny miniaturowy zameczek.Urok imperium HabsburgówW pewnym sensie stanowi to cudownie romantyczny symbol całego imperium: położona na wybrzeżu udawana twierdza rodem z baśni. Jej widok uświadamia mi ulotność imperiów, tych uwodzicielskich złudzeń trwałości, pomników pychy, niekiedy zepsutych do szpiku kości, które czasem jednak nosiły w sobie również wiele dobra. Gigantyczne imperium Habsburgów większości jego mieszkańców musiało wydawać się udaną instytucją. Nie mówię o bezwzględnie represjonowanych idealistach, nacjonalistach i zwolennikach reform społecznych, lecz o zwykłych obywatelach, pragnących jedynie żyć bezpiecznie i we względnym dostatku.Owo imperium stanowiło absolutnie skostniałą autokrację, jednakże, podobnie jak zamek Miramar, było niepozbawione uroku – życiodajnego wdzięku. Potrafiło być czarująco zabawne w swoim zadęciu i miało dar do fortwursteln, czyli radzenia sobie, co łagodziło jego obsesję na punkcie zasad, rang, regulaminów i etykiety. Co więcej, w czasach swojej świetności, a więc również rozkwitu Triestu, funkcjonowało naprawdę nieźle. Jego działania były powolne i ociężałe, dawały jednak ludziom wiarę w fundamentalną kompetencję i dobroć Władzy, choćby i odległej, ów Władza zaś, koncepcja niemal całkiem abstrakcyjna, uosobiona była w osobie cesarza: Franciszka Józefa, Ojca Narodu, który przychodził do swojego wiedeńskiego gabinetu niezmiennie o ósmej rano, nosił tylko prosty mundur wojskowy, a na obiad jadał gotowaną wołowinę i kiszoną kapustę. Wielu prostych mieszkańców Triestu, podobnie jak Andreas Pum, bohater Josepha Rotha, z pewnością uważało władze za byt rodem z niebios – ogromny, wszechpotężny, niepoznawalny i tajemniczy. „Ale jeśli nawet iluzją było to, czemu służyli nasi ojcowie”, napisał o imperium swego dzieciństwa Stefan Zweig, „była to jednak iluzja wspaniała i szlachetna”.Dziedzictwo Habsburgów w TrieścieNa przestrzeni wieków Habsburgowie rządzili większością świata, jednakże ich austriackie imperium nie miało zamorskich posiadłości, mimo teoretycznego zwierzchnictwa cesarza nad Ziemią Świętą. Samo siebie postrzegało jako potęgę, która zamiast rozkazywać, tuli do piersi, a kolejne grupy ludności jednoczy w ramach wielkiej imperialnej rodziny: pomniejsze narody szybko przekształcało w „prowincje”. Posiadało dostęp jedynie do Adriatyku, a jego marynarka wojenna tradycyjnie miała dla europejskiej równowagi sił znaczenie czysto teoretyczne. To jeszcze bardziej czyniło z Miramaru makietę: zameczek figlarnie moczył stopę w oceanie świata. Triest stanowił jedno z największych osiągnięć imperializmu Habsburgów. Choć miasto było pod protekcją dynastii od 1382 roku, Austriacy naprawdę zainteresowali się nim dopiero w 1719, gdy Karol VI ogłosił je Wolnym Portem. To jego córka Maria Teresa kazała wydrążyć Canal Grande i nadzorowała rozbudowę nowego miasta, obecnie centrum Triestu, wciąż zwanego na jej cześć Borgo Teresiano. Jego projektanci, rozentuzjazmowani absolwenci Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu, pragnęli stworzyć zupełnie nową jakość: pełne zieleni i fontann połączenie miasta kupieckiego z ogrodem, przestrzegając przy tym imperialnych przepisów dotyczących systemów sanitarnych, bezpieczeństwa i odpowiednich proporcji. W tym celu zasypali mnóstwo starożytnych panwi solnych, a całą dzielnicę utrzymali w prostym, eleganckim stylu neoklasycznym z elementami baroku. Składa się na nią mniej więcej pięćdziesiąt prostokątnych działek oraz kanał i kilka rynków. Kupcy, którzy zajmowali większość tutejszych domów, na parterze organizowali magazyny, a na piętrze biura i pokoje mieszkalne.Okres świetności TriestuW tym samym czasie w porcie zbudowano kolejne mola, wzniesiono latarnię morską oraz nowy lazaret – były to dzieła tak wymyślne i drogie, że pół wieku później sam Napoleon, bynajmniej nie dusigrosz, drwił z ekstrawagancji cesarstwa. Triest niespodziewanie stał się portem z prawdziwego zdarzenia, gotowym przyjmować kupców zza oceanu. Początkowo był on w zasadzie sklepem wielkopowierzchniowym: bazarem, na którym produkty przywiezione powozem czy statkiem były wystawiane przed wyruszeniem w dalszą drogę: permanentnie otwarty targ z infrastrukturą ułatwiającą transport. Wkrótce jednak port musiał zostać rozbudowany. Bezceremonialnie upchnięto w nim dwie nowe dzielnice: w czasach Józefa II Borgo Giuseppino doklejono do murów Starego Miasta, a Borgo Franceschino, nazwane na cześć Franciszka II, powstało nieco dalej w głąb lądu. Wszystkie trzy dzielnice wyróżniają się na tle reszty miasta, a mieszkańcy wciąż używają ich pierwotnych nazw.Jednakże gdy w połowie XIX wieku dotarły tu rozbudowywane od strony Wiednia linie kolejowe, funkcja miasta uległa znacznej przemianie. Triest stał się portem tranzytowym: czeskie szkło zamówione przez kogoś z Chicago czy perskie dywany wiezione do Monachium. Od zera zbudowano cały port, połączony bezpośrednio z siecią torów kolejowych z północnej części zatoki. Teraz nazywa się go porto vecchio, Starym Portem, w owych czasach stanowił jednak zupełną nowość, a na jego oficjalne otwarcie przybył sam cesarz.Dla Triestu zaczęły się złote czasy. Kwitły wszystkie biznesy związane z obsługą portu: bogacili się pośrednicy, finansiści, właściciele hurtowni, taksatorzy, mechanicy naprawiający statki i sami kupcy. Fundusze miasta zdominowało sześć banków i cztery główne firmy ubezpieczeniowe, Izba Handlowa stała się zaś niemalże suwerennym rządem. Pełen życia port przyciągał nowych mieszkańców z całego świata. Niektórych oficjalnie zachęcano, by wykorzystali tu swoje umiejętności, a inni przybywali sami, przeczuwając potencjał płynący z miejsca położonego na granicy Wschodu i Zachodu, gdzie zarobić można było niemal tak szybko, jak w Kalifornii, gdzie trwała gorączka złota. Karl Marks, gdy w 1857 roku pisał o Trieście, stwierdził, że rządzi nim „zbieranina wszelakich spekulantów”, Włochów, Niemców, Anglików, Francuzów, Ormian i Żydów. A zatem, że miasta nie ograniczał ciężar tradycji i że miało ono tę samą zaletę, co Stany Zjednoczone: „brak przeszłości”.Austriacka flotaPod rządami sześciu monarchów (od 1711 roku, gdy na tronie zasiadł Karol VI, aż do śmierci Franciszka Józefa I w 1916 roku) Habsburgowie zmienili średniowieczną wioskę rybacką w nowoczesny międzynarodowy port, którego populacja wzrosła z siedmiu tysięcy do dwustu dwudziestu tysięcy osób. Za jego najbliższy odpowiednik można uznać Hongkong, założony przez Brytyjczyków w 1840 roku i rozwijający się równie dynamicznie. Podczas gdy Hongkong był oświadczeniem woli Brytyjczyków na Dalekim Wschodzie, Triest miał podobnie symboliczne znaczenie dla monarchii austro-węgierskiej. Był czymś więcej niż tylko istotnym narzędziem w świecie handlu. Symbolizował to, że rozległe kontynentalne mocarstwo stawało się również potęgą morską. Odkąd Austriacy przejęli odpowiedzialność za Triest w 1382 roku, utrzymywali w swoim zakątku Morza Śródziemnego garstkę okrętów bojowych i wykorzystywali je w kolejnych konfliktach: bombardowali z wody krnąbrnych Wenecjan, odstraszali Francuzów i szachowali Turków. Po wojnach napoleońskich, gdy przejęli kontrolę nad północnym wybrzeżem Adriatyku, do życia oficjalnie powołano Cesarską i Królewską Marynarkę Wojenną z siedzibą w Wenecji. Okrętom floty przydano prefiks SMS, oznaczający Seiner Majestäts Schiff. Początkowo wzorowano ją na stylu brytyjskim czy niemieckim, ale szybko stała się na wskroś imperialna: na statkach produkcji austriackiej kadra oficerska złożona z austriackich dżentelmenów przewodziła załogom w zdecydowanej większości słowiańskim.Kiedy Austriacy utracili Wenecję w 1866 roku, nową siedzibą floty został Triest. Niedługo potem jej siedzibę znowu przeniesiono, tym razem do portu w miasteczku Poli, położonym w bezpieczniejszym miejscu, osiemdziesiąt kilometrów od południowego krańca Istrii. Mimo to za każdym razem, gdy Cesarska i Królewska Marynarka Wojenna chciała zorganizować pokaz ćwiczeń wojskowych dla ważnych osobistości, jej pancerniki o połyskliwych burtach i z flagami umieszczonymi wysoko na masztach niezmiennie zbierały się w Trieście. Kiedy w 1866 roku flota odniosła druzgoczące zwycięstwo nad Włochami w bitwie pod Lissą u wybrzeży Dalmacji, w żadnym cesarskim mieście – od granic Turcji po pogranicze szwajcarskie – nie świętowało huczniej niż w Trieście.Wyjątkowe miasto Austro-WęgierTriest zajmował już wtedy wyjątkową pozycję w monarchii dualistycznej (którą stało się imperium, gdy Węgrzy wywalczyli sobie autonomię, a starożytnemu orłowi Habsburgów wyrosła druga głowa). Był jej głównym portem i oknem na świat, a wodowskaz w Canal Grande stanowił punkt odniesienia na wszystkich austriackich mapach morskich. Był też stolicą Pobrzeża Austriackiego, jedynej nadmorskiej prowincji imperium, obejmującej całą Istrię oraz znaczną część Dalmacji. A od 1850 roku stał się reichsunmittelbare Stadt, miastem podległym bezpośrednio cesarzowi. Każdy mieszkaniec imperium, który chciał wybrać się w podróż drogą morską, w poszukiwaniu statku przybywał właśnie tutaj. Biznesmeni z Austrii, Czech i Węgier prowadzili handel zagraniczny za pośrednictwem triesteńskich agentów i bankierów. Stacjonowali tu żołnierze i marynarze, występowali aktorzy i muzycy przybyli aż z dalekiego Wiednia, wczasowicze i suchotnicy zaś wypełniali zjawiskowe istriańskie kurorty. Franciszek Józef, dziewiętnasty Habsburg kształtujący przeznaczenie Triestu, czasem również zaszczycał go odwiedzinami; w nagrodę za lojalność wobec Korony, okazaną w czasach nacjonalistycznych zrywów z lat czterdziestych XIX wieku, oficjalnie nadał mu tytuł Urbs Fidelissima, Najwierniejszego Miasta. Cesarstwo kosmopolityczneNajatrakcyjniejszym aspektem Cesarstwa Austro‑Węgierskiego, przynajmniej z perspektywy czasu, wydaje się jego europejski kosmopolityzm. Wśród poddanych Habsburgów znaleźć można było trochę osób czarnych, brązowych czy żółtych, ale przede wszystkim zaliczali się do tej grupy przedstawiciele połowy europejskich narodowości. Imperium było wieloetniczne, wielojęzykowe i wielowyznaniowe. Jednoczył je – siłą lub po dobroci – jedynie autorytet cesarski. Przypominało raczej europejską wspólnotę XXI wieku niż dziewiętnastowieczne Imperium Brytyjskie, a osoby o romantycznym usposobieniu, takie jak ja, wciąż czują bijącą od niego aurę niespełnionych szans i nadziei.Triest był tego prawdziwym ucieleśnieniem. Gdy dumni triesteńscy lojaliści śpiewali „Hymn ludowy”, niewątpliwie najpiękniejszy z hymnów wszystkich państw świata (większości z nas lepiej znany jako melodia do „Deutschland, Deutschland, Über Alles”), robili to w przynajmniej trzech z dziesięciu języków, na który go oficjalnie przełożono. Nawet w czasach świetności imperialnej, gdy Triest znany był przede wszystkim jako austriackie miasto portowe, zamieszkiwała go liczna społeczność Włochów, a jego językiem roboczym był włoski. W mieście osiedliły się też tysiące Słoweńców i Węgrów oraz cała reszta „awanturników”, jak nazwał ich Marks.Triest, zawieszony między południowcami, Słowianami i Germanami, był modelowym miastem Mitteleuropy. Władający nim kupieccy książęta mogli mieć korzenie włoskie, słowiańskie czy żydowskie, jednakże niemal wszyscy – jak maharadżowie w Indiach Brytyjskich – robili to, co należało w imię zysku: wszem i wobec głosili swoją austriackość. Niekiedy przyjmowali austriackie tytuły szlacheckie, a swoje domy wykańczali zwykle z austriackim rozmachem, choć temperowanym nieco przez założenia stylu biedermeier.Doskonała organizacjaCesarski Triest stanowił doskonale zorganizowane miasto portowe. Jego ulice były czyste, a do przestępstw dochodziło rzadko. Jeśli nie liczyć zrywów rewolucyjnych, życie toczyło się tu spokojnym rytmem. Cesarski rząd w Trieście nie miał w sobie nic tymczasowego – zamierzał zostać tam na stałe. Wielu wybitnych funkcjonariuszy robiło wszystko, aby umocnić jego panowanie. W Trieście respektowano wszystkie cesarsko-królewskie instytucje, urzędy i obyczaje. Portret cesarza znany ze znaczków pocztowych, na którym występował w czapce wojskowej i w białej tunice, wisiał w każdym sklepie z artykułami tytoniowymi. Pod nim znajdował się specjalny druk urzędowy, na którym wedle prawa należało odnotowywać nawet najdrobniejszą transakcję czy wnioski. Powszechnie szanowano protokoły postępowania i często organizowano parady, Franciszek Józef uważał bowiem, że częste pochody zniechęcają do wojen. W mieście znajdowały się koszary z ogromnym placem defilad, dobrze znane doświadczonym żołnierzom, którzy odsłużyli już swoje na odległych pograniczach imperium. Dziesiątki inspektorów badało jakość jedzenia sprzedawanego na targach. Tajni policjanci śledzili potencjalnych awanturników. Armia biurokratów przeglądała dokumenty, wydawała licencje, wnosiła o ściganie sądowe, cofała upusty, badała poziom higieny, regulowała działalność domów publicznych, studiowała statystyki, wysyłała przypomnienia, rozpatrywała petycje, publikowała dekrety i rozwiązywała problemy z zakresu imperialnego savoir-vivre’u. Tramwaje – owe mechaniczne symbole Austro‑Węgier, dobrze znane na imperialnych ulicach Polski oraz Transylwanii i stanowiące istotną część etosu Wiednia – przybyły do Triestu bardzo wcześnie, a ostatecznie dotarły nawet na strome wzgórze Opiciny i do Obelisku.Morska potęgaObywatele Triestu musieli doceniać wszystkie te korzyści. Byli wdzięczni za panujący porządek, bezpieczeństwo na ulicach i ogromny miejski szpital, zajmujący dwa kwartały w najbardziej prestiżowej dzielnicy. Dobrze bawili się przy muzyce orkiestr wojskowych, gdy 87 Pułk Piechoty ćwiczył przed koszarami, a szczególnie gdy pojawiał się Cesarz we własnej osobie: przekraczał Kras niczym bóstwo, otoczony przez flagi i pióropusze, przy dźwiękach hejnałów i fajerwerków. Wiedzieli, że ich Triest nie jest tylko kolejnym z wielu miast południowych prowincji takich jak Bozen, Agram czy Laibach (mających przekształcić się ostatecznie w Bolzano, Zagrzeb i Lublanę). Stanowił wyjątek.Jego styl ukształtowali, a codziennością zarządzali nie ospali miejscowi arystokraci, ale członkowie rodzin Marpurgów czy Carciottich oraz inni przebojowi członkowie Izby Handlowej. Najważniejszymi funkcjonariuszami w mieście byli nie urzędnicy z poszczególnych departamentów czy wysocy rangą wojskowi, ale członkowie Cesarskiego i Królewskiego Urzędu Morskiego, którego siedziba mieściła się nie w Wiedniu, ale właśnie w Trieście, na nabrzeżu, w uroczym domu z frontonem, przed którym przy niewielkich żurawiach cumowały łodzie patrolowe. Była to instytucja monarchii dualistycznej regulująca wszelkie kwestie związane z morzem, co dawało jej w Trieście wielką władzę, port uznawano bowiem za centralny punkt w niemalże wszystkich dziedzinach życia. Członkostwo w Urzędzie Morskim lub triesteńskiej administracji portowej stanowiło powód do dumy.To jest przedruk z książki autorstwa Jan Morris pt. „Triest, czyli nigdzie”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne w tłumaczeniu Jarka Westermarka. Tytuł, śródtytuły i skróty pochodzą od redakcji.