FlashFeed

🎬 Rozrywka · Filmweb ·

Graliśmy w "Pokémon Champions" – dobra walka, ale bez duszy serii

"Pokémon Champions" to tytuł skupiony wyłącznie na walkach, bez przygodowej otoczki – coś w stylu rozwinięcia Pokémon Stadium. Gra łączy mechaniki z różnych generacji: Mega Ewolucje, Terastalizację i różne formaty pojedynków. Największym atutem jest uproszczone budowanie drużyny, co może przyciągnąć nowych graczy do sceny turniejowej. Wygląda na próbę stworzenia stałego środowiska dla e-sportu pokémonowego, choć fani klasycznej eksploracji mogą poczuć się pominięci.

Nie ukrywam – "Pokémon Champions" od początku wydawał mi się projektem, który celuje w bardzo konkretną grupę odbiorców, ale jednocześnie może minąć się z oczekiwaniami sporej części fanów. Seria od lat stoi dla mnie eksploracją, klimatem i satysfakcją z kolekcjonowania kolejnych stworków. Tutaj dostajemy coś zupełnie odwrotnego: czystą esencję walki, pozbawioną całej tej przygodowej otoczki. I choć rozumiem, skąd wziął się ten pomysł, po krótkim kontakcie z grą nadal mam wrażenie, że to eksperyment, który nie do końca wie, jak przekonać takich graczy jak ja. Sam fundament rozgrywki jest jednak solidny. "Pokémon Champions" przypomina rozwinięcie idei znanej z Pokémon Stadium – to tytuł skupiony wyłącznie na pojedynkach, który łączy mechaniki z różnych generacji. Mega Ewolucje, Terastalizacja, różne formaty walk – wszystko to zostało zebrane w jednym miejscu i podane w przystępniejszej formie. Największym plusem jest uproszczenie systemów budowania drużyny. Zarządzanie statystykami czy zdolnościami jest znacznie bardziej intuicyjne niż w głównych odsłonach serii, co może realnie otworzyć drzwi do rozgrywki kompetetywnej osobom, które wcześniej się do niej nie zbliżały. I właśnie tutaj widać największy sens istnienia tej gry. "Champions" wygląda jak próba stworzenia jednego, spójnego środowiska dla sceny turniejowej – miejsca, które nie będzie resetowane co generację wraz z nową odsłoną. To potencjalnie bardzo dobry ruch, bo daje twórcom większą swobodę przy projektowaniu przyszłych gier i pozwala uniknąć chaosu związanego ze zmianami systemów walki. Problem w tym, że całość została oparta na modelu "free-to-start", który od razu macha do nas czerwoną flagą. Zamiast klasycznego łapania Pokémonów mamy system "rekrutacji", gdzie codziennie możemy wybrać jednego stwora z losowej puli, co przypomina mechanizm gacha. Kolejne próby wymagają wydawania waluty VP, a jeśli chcemy zatrzymać Pokémona na stałe albo rozwijać jego statystyki, również musimy sięgnąć po odpowiednie zasoby. Do tego dochodzą bilety, skracanie czasu oczekiwania i dodatkowe systemy progresji. Tych walut i mechanik jest po prostu dużo – na tyle, że trudno nie odnieść wrażenia, że gra została zaprojektowana wokół nich. Teoretycznie VP nie będzie można kupić bezpośrednio, ale doświadczenie z podobnymi tytułami podpowiada, że to dopiero początek. Szczególnie że losowość w budowaniu drużyny ma realny wpływ na rozgrywkę. Jeśli trafimy przeciętne Pokémony, a przeciwnik będzie miał więcej szczęścia, różnica siły jest odczuwalna od pierwszej tury. Integracja z Pokémon HOME ma to w przyszłości częściowo rozwiązać, ale na premierę jej możliwości będą ograniczone. Na szczęście same walki bronią się bez większych zarzutów. System nadal oferuje dużą głębię i daje sporo satysfakcji z planowania kolejnych ruchów. Nowe oznaczenia skuteczności ataków pomagają szybciej odnaleźć się w sytuacji, a uproszczone zarządzanie statystykami sprawia, że budowanie drużyny jest mniej frustrujące niż wcześniej. Oprawa wizualna również zalicza lekki progres – modele wyglądają dobrze, a niektóre efekty, zwłaszcza te związane ze zmianą pogody, wypadają lepiej niż w ostatnich odsłonach głównej serii. "Pokémon Champions" to projekt pełen potencjału, ale jednocześnie obciążony decyzjami, które mogą go pogrążyć. Jako platforma dla sceny e-sportowej ma sens i może odegrać ważną rolę w przyszłości marki. Problem w tym, że sposób, w jaki zachęca graczy do zaangażowania, budzi sporo wątpliwości. Jeśli balans i monetyzacja nie zostaną odpowiednio wyważone, nawet najlepszy system walki może nie wystarczyć, by utrzymać zainteresowanie na dłużej.